Wartości – kierunki w codzienności.

Moja matryca wartości

Pierwszy raz robiłam matrycę wartości na programie mentoringowym dla mam. Byłam wtedy naprawdę zagubiona. W moim życiu działy się rzeczy, z którymi nie umiałam sobie poradzić. Miałam poczucie, że stoję w miejscu, a jednocześnie widziałam chaos wokół mnie. Napięcie, emocje, myśli. To był czas, w którym chciałam mieć jakąś odpowiedź, jakiś punkt zaczepienia. Nie widziałam wtedy nic.

Pamiętam, że usiadłam do matrycy i… nie umiałam jej zrobić. To nie było takie „nie rozumiem instrukcji”. Raczej blokada. Totalny paraliż. Patrzyłam na listę wartości i nic się nie układało. Nie umiałam wybrać. Nie umiałam odrzucić. Każde słowo wydawało się ważne, a jednocześnie żadne nie było „moje” w taki sposób, żebym mogła z przekonaniem powiedzieć: to jest na pewno to. Z perspektywy czasu wiem, że to nie był moment na to konkretne ćwiczenie.

Drugie podejście

Minęło kilka lat. Był kolejny mentoring. Inne miejsce w życiu, inna ja. Nadal miałam swoje trudne tematy, ale byłam w innym punkcie. Usiadłam do matrycy jeszcze raz i poszło. I to było dla mnie odkrycie. Nie dlatego, że „w końcu jestem ogarnięta” (bo nie, i nadal nie jestem), tylko dlatego, że to był odpowiedni czas. Zrozumiałam, że wcześniej nie chodziło o brak umiejętności. Chodziło o to, że coś we mnie było zablokowane. Może zbyt świeże. Może zbyt bolesne. Może zbyt chaotyczne. Wtedy nie miałam dostępu do siebie w taki sposób, żeby nazywać to, co jest ważne.

Wartości się ułożyły. Pojawiło się poczucie sensu. I co ciekawe, to ćwiczenie zaczęło mi odpowiadać na pytania, których wcześniej nawet nie umiałam dobrze zadać. Zaczęłam widzieć, dlaczego w pewnych sytuacjach reaguję tak, a nie inaczej. Dlaczego coś jest dla mnie aż tak ważne. Dlaczego pewnych rzeczy nie potrafię odpuścić. Dlaczego w niektórych miejscach idę pod prąd. I dlaczego czasem, mimo że „powinnam być zadowolona”, w środku czuję zgrzyt.

Do dziś noszę kartkę z zapisanymi wartościami w kalendarzu. Co jakiś czas ją wyciągam. Patrzę na nią i sprawdzam. Czasem tylko sobie przypominam. Czasem analizuję. Czasem widzę, że coś się przesunęło. Czasem widzę, że coś trzyma mnie w miejscu.

Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Chcę pokazać, że nie warto się biczować, jeśli coś nie wychodzi. Może ma nie wychodzić. A może wyjdzie jutro. A może trzeba coś zmienić. A może nie. Może chodzi o zatrzymanie się na chwilę, a nie o odhaczenie kolejnego punktu na liście rozwoju osobistego.

Dziś wartości rozumiem jako drogowskazy, jak igłę magnetyczną w kompasie. To pomaga mi nieustannie orientować i kalibrować mapę. Biorę mapę i kompas, ustawiam je względem punktów orientacyjnych, a potem decyduję, w którym kierunku chcę podążyć. Bo to ja jestem specjalistką od swojego życia. Słowa, listy i testy mają mi tylko pomóc znaleźć odpowiedzi, które noszę w sobie.

PS. Na blogu piszę od siebie. Znajdziesz tu moje przemyślenia, historie, radości i żale. Daj w komentarzu znać, jak Ty postrzegasz wartości.

PS2. Pisząc tego posta przejrzałam zdjęcia sprzed kilku lat. Nie chce mi się wierzyć, że to było tak dawno i niedawno temu.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Jestem sobą, kobietą, żoną i mamą. Od lat zawodowo pracuję z przestrzenią i porządkowaniem tego, co „na zewnątrz”. Dziś coraz mocniej przenoszę tę umiejętność do pracy z tym, co dzieje się w środku: w myślach, emocjach, decyzjach, nawykach i zmianach.

Dowiedz się jak pracuję

Jako coach pracuję z kobietami, które stoją przed zmianą i czują przeciążenie. Pomagam przejść przez ten moment spokojnie i mądrze. Tak, żeby w tej zmianie było miejsce na Twoje tempo, Twoje granice i Twoją energię. Bez presji i bez poczucia winy.

Zapisz się na sesję zerową

Sesja zerowa to pierwsze bezpłatne spotkanie. To spokojny start, który pomaga poczuć, czy to jest dobry kierunek dla Ciebie. 

Media społecznościowe